Procurement News

Nowości i inspiracje z cyfryzacji zakupów i zamówień publicznych

Idźcie mi w diabły z tymi waszymi internetami (2)

Procurement Fairy tale #2

Ta pani, która pstryknęła do aparatu – „Zabroniłabym im wszystkich internetu” – stała się prawdziwym memem, wręcz ikoną. Ikoną czego właściwie? Starszym przypomniało to bunty tkaczy w Lyonie (1831), też połączone z rozbijaniem maszyn, które rzekomo odbierały ludziom pracę i płacę. Pani niczego nie rozbijała, ale niezadowolenie biło od niej na kilometr.

Spróbujmy na chwilę wyobrazić sobie świat bez tych internetów. Nie będę cofał się aż do wozów konnych. Wystarczy wizja samotnych komputerów bez poczty elektronicznej. Jak miałyby się porozumiewać – gołębiami pocztowymi, telegramem, faksem, a może zwykłą pocztą (koperta, adres, znaczek i hop do skrzynki)? A jak, dzieci, urządzalibyście swoje nocne granie z przeciwnikiem po drugiej stronie globu?

Dziś nawet teleskop (na przykład JWST) nie patrzy w gwiazdy bez połączenia on-line z innymi teleskopami na świecie. Patrz, spada gwiazda – pomyśl życzenie.

Jeszcze bardziej dystopijna jest wizja zarządzania (na przykład zapasami magazynowymi) bez danych on-line. Mój kolega Martin (imię znane, do wglądu w redakcji) siedzi w kawiarni i mówi: „chwileczkę, muszę sprawdzić to zamówienie”, po czym zagląda do telefonu, w te internety, a tam mu pokazują, jak wygląda jego zamówienie. Skąd „oni” to wiedzą?

Z moim tatą bywa wesoło. Ostatnio, całkiem bez pretensji i trochę retorycznie, zapytał, jak Rzymianie potrafili zarządzać największym imperium swoich czasów bez telefonów komórkowych i internetu! Wyobraźcie sobie te procedury budowlane, te pieczątki. Jeszcze zabawniejszy jest obraz Cyrusa II Wielkiego, Króla Królów, który wysyła posłańca na granice imperium, by sprawdził, jaka tam panuje sytuacja. Posłaniec jedzie dniem i nocą miesiąc, dociera na rubieże, rzuca okiem, zawraca konia i miesiąc wraca, by zameldować „aktualny” stan – po uprzednim padnięciu na twarz przed Królem Królów.

Zagadka pozostaje, co pani miała na myśli, gdy chciała zakazywać te internety. Może po prostu nie przemyślała sprawy. Może złości ją to, że każdy może tam pisać i rysować, co chce – co jest pewnym problemem, bo kiedy więcej osób mówi wielkie głupstwa, to wygląda, jakby te głupstwa były większą prawdą. Albo ktoś napisał jej osobistą obelgę i chce to rozwiązać zakazem. Możliwe.
Bez tych internetów żyłoby nam się ciężko i skomplikowanie. Ale może pani to przemyśli i powie, że nie o to jej chodziło.

* Jiří Wolker (1900–1924): Host do domu (1922)
Skrzynka pocztowa
Skrzynka pocztowa na rogu ulicy to nie byle co.
Kwtnie na niebiesko, ludzie bardzo ją cenią, powierzają się jej w pełni.
Wrzucają do niej literki z obu stron – z jednej smutne, z drugiej wesołe.

Martin Wiederman

Martin Wiederman

Były kupiec i menedżer, który spędził dziesiątki lat w zakupach w firmach takich jak Magneton Kroměříž, ŽDB Viadrus, Vítkovice czy Legios. Dziś nie goni już za przetargami ani tabelkami, ale może sobie pozwolić na luksus: patrzeć na zakupy z dystansem, ironią i humorem.

Dziś pisze swoje „baśnie zakupowe” – felietony ze świata zakupów i zarządzania, gdzie spotykają się praktyka, historia, zdrowy rozsądek i czasem lekko absurdalna rzeczywistość. Ma już na koncie ponad dwadzieścia takich historii i wciąż powstają nowe.

Zarządzanie procesami, operacyjny management i zakupy jako przemyślany proces to jego życiowy temat. W swoich baśniach przedstawia je tak, aby odnaleźli się w nich kupcy, dostawcy i wszyscy inni, którzy choć raz doświadczyli „magii” korporacyjnej rzeczywistości.